Ta wojna między Lidlem a Biedronką przypomina mi dyskusję o wyższości świąt Bożego Narodzenia nad Wielkanocą. Odwiedzam te przybytki regularnie i nawet nie wiem który częściej. Taka konkurencja jest z pożytkiem dla klienta, ale bez przesady, nie na noże. Parę uwag ogólnych
-Hale zakupowe Biedronki są zawalone paletami z towarem że trudno nawet przejść. W Lidlach też ale w mniejszym stopniu. Mam subiektywne wrażenie że w Lidlu jest większy porządek, ale to nie ma większego znaczenia. Na moją grzeczną uwagę sympatyczna dziewczyna odpowiada że są zawaleni towarem, nie mają już miejsca w magazynie. “Alarmujcie Państwo gdzie się da! Nie mamy gdzie tego pomieścić“. Odpowiadam grzecznie że jestem wrogo nastawiony do wszelkiego rodzaju donosów i raczej na mnie liczyć nie mogą. Uspokajam ją że póki jeszcze mogę przejść z wózkiem to nie jest źle. Jeśli tylko takie problemy będziemy mieli to oznacza że żyjemy w krainie szczęśliwości
-W Lidlu naciskają na korzystanie z kas samoobsługowych. Nie przepadam za tym. W Biedronkach tego nie widzę. Chyba się do tego nie przekonam bo nie chodzę tam po 5 rzeczy ani po 10 tylko więcej choć w razie draki sobie poradzę
-Ta wojna o masło wydaje mi się zabawna bo nie jest dla mnie istotne gdzie jest 20 groszy taniej. Masła nie używam. Istotne jest to, że jeszcze nie tak dawno masło kosztowało 8 zł a obecnie 3 zł. Sprawa inflacji ucichła bo pisiorów już nie ma i niepotrzebne są narzędzia do ich zwalczania. Nastała “kraina wiecznej szczęśliwości” bo rządzą fajnopolacy. Władza jest już ich i wszystko co złe pod dywan, a co dobre w mediach. Konik polny radośnie dotknął struny skrzypiec swych i radośnie dobywa dźwięki z nich. Wielki Mściciel robi swoje i nawet słońce inaczej świeci czyli nie świeci wcale. I tak jest przecież pięknie
-Z tymi promocjami komplikują życie klientowi bo są coraz bardziej pokrętne. Malutkimi literkami piszą i jeszcze nie podejdziesz do tego bo zastawione. Pączki po 2 zł, jak weźmiesz sześć to po 1.15 jak weźmiesz 12 to po 90 gr. Niby tanio ale mam zgagę po pączkach. Gdybym to zeżarł to by mi chyba wypaliło żołądek. A nikt w zasięgu moich oczu tego nie je. Generalnie na promocjach jest tanio, czasami nawet bardzo tanio ale trzeba być czujnym i to wszystko czytać
-Jestem nastawiony wrogo do tych wszystkich skarg i narzekań. W Polsce jak się coś kręci z sukcesem, powstają te przybytki coraz bliżej naszych domów i ktoś tam się bogaci staje to komuś kością w gardle. Zniszczyć bo się dorobił, sporo ludzi ma z czego żyć. Harują od 6 rano do 10 w nocy. Gonią między tymi półkami, wystawiają towar a jak trzeba to do kasy. Sobota obowiązkowo i niedziele pewnie też. A tu słyszą że gdzieś tam wolne piątki
-Jakość towarów generalnie oceniam dobrze. Owoce i warzywa świeże, dbają o to. Pieczywo przeważnie prosto z pieca jeszcze ciepłe. Spory wybór alkoholi, win, serów, wędlin. W sam raz na codzienne zakupy a jak ktoś jest smakoszem serów to jedzie do Auchan. Wybór nieprawdopodobny.
-W pewnym wieku chodzi się po wydeptanych ścieżkach. Owszem, są inne różne Kauflandy, Carfury, Euro, Dina, Delikatesy. Nic nie poradzę. Wolę widzieć znajomą uśmiechniętą kasjerkę i korzystać z dobrodziejstw stałego klienta a są one spore. Do tego stopnia że są produkty za darmo bo kasiora za zakup wędruje na specjalne konto z którego się kupuje inne towary. Dobrze życzę tym naszym polskim dyskontom i sklepom i nie wykluczam korekcji ścieżek, ale na razie nie
-Co chwila przychodzi jakiś SMS, nowa promocja na apkach obok wieści ze świata od Polsat News. Pasuje mi to wszystko ale uwaga na koniec gorzka będzie
To wszystko kręci się siłą rozpędu po pisiorach. Rozglądam się gdzie uderzą, co zabiorą. Ta szajka rządząca Polską uwieszona na niemieckiej klamce jest zdegustowana tym względnym dobrobytem podczas gdy za Odrą nie dzieje się dobrze. Gdzie uderzą? Czy poprzestaną na zaoraniu CPK, kopalni, elektrowni, zablokowaniu energetyki atomowej? Ilu terrorystów tu ściągną? Dokąd będą pitolić o darmowej kasie z UE podczas gdy jesteśmy już podobno płatnikami netto? Czy cofną się przed zbrodniami w imię swoich czyli niemieckich interesów? Czytałem kiedyś pamiętnik jakiegoś zbrodniarza. Chyba Rudolfa Hessa. Pisał że pierwsza zbrodnia to problem. Nie śpisz po nocach, wyrzuty sumienia cię zabijają. Druga też, ale już mniejszy stres a potem to już statystyka. Obecnie tortury nie są dla nich problemem. Mam uporczywe wrażenie że dla nich takie rzeczy to już statystyka
Jedna z moich ponurych fascynacji wobec tego. The Heavy Horses. Pale Rider. Tym niemniej jestem oczywiście zdania że powinniśmy się kochać a nie zabijać. Choć patrząc na te ministry to jest niezwykle trudne. Wolałbym już zostać starym kawalerem. Amen