Było cicho i spokojne. Nagle w biały dzień zrobiło się ciemno jak w nocy. Pioruny zaczęły walić coraz mocniej, wiatr coraz większy i deszcz z gradem. Ściana wody goniona przez wiatr. Zaczęło wywijać drzewami i po raz pierwszy od dobrych paru lat poczułem strach. Zaleje mi plac włącznie z chałupą? A może wiatr zerwie mi dach i będę go szukał u sąsiadów? A może piorun walnie i nie będzie co zbierać po tym całym przybytku? Wszystkie opcje wchodzą w grę. A może grad pochlasta dach i powybija szyby? Prosisz bracie Boga o najmniejszy wymiar kary. I chyba uprosiłem bo porwało jedynie namiot foliowy nad pomidorami, połamało brzoskwinię i powaliło na glebę hortensje które mają notabene słabe te gałązki. I jakiś cud. Na placu leży kawał świerka. Skąd? Nie mam pojęcia. Jakaś trąba powietrzna go tu zrzuciła?. Pociąłem i do suszenia zawiozłem

Kiedy to już po wszystkim siadłem w fotelu, polałem sobie pół szklanki “Bociana”, uzupełniłem colą zero i degustowałem przy świecy bo prądu oczywiście nie było słyszę ponowne grzmoty. Wali ponownie jak cholera i wiatr z deszczem zacina. No nie. Uśpiłem się i było mi już wszystko jedno

Rano budzi mnie nerwowa krzątanina. Stary wstawaj, nie ma prądu, lodówka i zamrażarka się rozmrażają. Sąsiad przyleciał że komórka rozładowana. Wstawaj i odpalaj ten agregat! Teraz agregat ratunkiem? A co chłop usłyszał jak go kupował? Że wydaje piniondze na głupoty. Miałem ochotę na strajk, ale bez porannej kawy nie dam rady funkcjonować. Nic to, trza odpalić to cudo. Coś nie chce. Nie widzę dźwigni ssania, chyba nie ma. Nie odpala. Kable co jeden z innym zabezpieczeniem że wtyczki nie wsadzisz. Wtyczka z bolcem, a gniazdko bez. No ale król jest jeden. Dźwignia ssania jest jak w instrukcji zakamuflowana, przestawiam i odpala do strzału. A gniazdka w kablach bo muszą być dwa kombinerkami wyłamuję wszelakie zabezpieczenia i bolce. Na pohybel brukselskim trutniom. I na koniec zjeb..a. A jakże. Za długo to trwało. Wniosek mam jeden. Nie żałuj jeden z drugim tego tysiaka czy nawet 1500 na agregat prądotwórczy. Oby on się nigdy nie przydał, ale jest wielce prawdopodobne że się przyda wcześniej czy później. Fajna rzecz. Te Stanleye chodzą jak żyleta

Skojarzyły mi się po tym kataklizmie “Białe wichry” Vollenweidera. Podobno w Biblii piszą że jak jesteś zestresowany słuchaj harfy. Rzeczywiście to uspokaja. Kraina łagodności, piękna i miłości

By gucio

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *