Zasada jest prosta. Nigdy nikomu nie doradzam czegokolwiek za to chętnie informuję o pewnych faktach które mi pasują do koncepcji a także opowiadam o swoich poglądach i działaniach. Być może jest to pewna forma ekshibicjonizmu ale cóż. Jedni lubią gonić z gołymi tyłkami, ja się obnażam intelektualnie tak, że nikt nie musi mi podsłuchiwać telefonu bo wystarczy że zajrzy na blog. A więc dziś ubezpieczenia
-Nie ubezpieczam się generalnie. Biorę na klatę wszelkie ewentualne szkody i straty związane z żywiołem wszelakim. Tak mi wychodzi z rachunku prawdopodobieństwa. Wiem że jak mi zerwie dach to i tak muszę go odbudować sam z pomocą znajomych cieśli. Lepiej trzymać w skarpetce parę stówek na to niż liczyć na ubezpieczyciela
-ONI chętnie przyjmują wpłaty natomiast niezbyt chętnie wypłacają. Ba. Chodzą za tobą żebyś coś tam podpisał i nie interesował się drobnym druczkiem. Natomiast jak coś się stanie to ty musisz za nimi chodzić. Mnóstwo kwitów, komisji. Nie interesuje mnie to
-Rachunek prawdopodobieństwa. Czy spali się murowana chałupa? Czy zerwie dach dobrze zabezpieczony? Czy zaleje wielka woda? Czy okradną? Czy strzeli piorun? Prawdopodobieństwo znikome by nie powiedzieć żadne. Woda zaleje i spłynie. Nikt za mnie nie posprząta
-Ubezpieczenie auta OC jest obowiązkowe. Płacę ok. 300 zł na rok. Nie mam tutaj żadnych uwag. Jestem zadowolony z tego rynku. Mam sympatyczną panienkę która umie poszukać najtaniej. Chwilo trwaj. Są jedynie grzeczne pytania. A może by tak AC? Może by tak domek ubezpieczyć? Nie. Dziękuję bardzo
-Klęska powodzi. Komenty od ściany do ściany. Psim obowiązkiem państwa jest zwrócić obywatelowi to co woda zabrała? albo “trzeba się było ubezpieczyć”. No nie. Ani to ani to. Jest bajzel bo nie ma precyzyjnych przepisów. Wszak mamy państwo z dykty. Nie wiadomo też na ile to nasze państwo stać i na ile można liczyć na pomoc z Brukseli. Trzeba zap..lać i ratować co się da. Kasa wydaje się być problemem drugorzędnym. Każdy ogarnięty gość może poprawić zdewastowaną kostkę brukową, spłukać szlam czy naprawić sufit, przykręcić nowe regipsy, wymienić panele czy osuszyć pomieszczenia. Można kupić za klika złotych pochłaniacz wilgoci abo za parę stówek osuszacz. Polecam, fajne rzeczy. Denerwują mnie widoki gości siedzących przed zdewastowaną chałupą czekający na pomoc. Postawy roszczeniowe trzeba temperować
-Krew, pot i łzy. Obrazki dzieciaków przygotowujące worki z piaskiem chwytają za serce. Rodzi się na nowo solidarność. W Biblii piszą coś w tym rodzaju: “Zaistniał jakiś fundamentalny nieład we wszechświecie, a grzech opanował serca ludzkie do tego stopnia, że dążenie do zła ogarnęło wszystkie poczynania ludzi, ich dążenia i zamysły, całe ich usposobienie”. Coś jest na rzeczy. Wystarczy popatrzeć kogo żeśmy wybrali. A wybieramy na swoje podobieństwo. Tylko że w Biblii zawsze mnie uderzała ta odpowiedzialność zbiorowa. Ale tak to działa i nic bracie na to nie poradzisz. Aczkolwiek nie wierzę w takie związki przyczynowo-skutkowe
-Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Gdybym wziął kredyt i wybudował pałacyk nad rzeką też bym go pewnie ubezpieczył. Woda zabierze pałacyk, a kredyt trzeba spłacać. To jest dramat. Inaczej jak masz bracie starą chałupę której nic w zasadzie grozi a jak się COŚ (nie bardzo wiadomo co) stanie to się wyliżesz
Koniec końców zwracam uwagę na wolność w tym zakresie. Chcesz się ubezpieczyć? Proszę bardzo. Nie chcesz? Nie ma problemu. W razie draki państwo i darczyńcy pomogą albo i nie. Drzeć japy nie wypada. Jak znam życie to pomoc pójdzie zewsząd i sytuacja zostanie opanowana bo innej opcji po prostu nie ma. Wyrażam też nadzieję że ta najgorsza władza od czasów Jaruzelskiego odejdzie i przyjdzie taki dzień kiedy to zaświeci słońce a ich już nie będzie. I wtedy dopiero nastanie uśmiechnięta Polska
Majstersztyk Eiies Bailey na koniec