Chocholi taniec wokół wojny na Ukrainie trwa. Jeśli Zełenski nie jest w stanie uznać Krymu za ruski to tak jak już wielokrotnie pisałem nie ma tematu do rozmów. Mogą se pogadać o pogodzie, meczach, ale nie negocjować cokolwiek
–Miały być rozmowy pokojowe USA, Wielkiej Brytanii, Francji i Ukrainy na najwyższym szczeblu. Należy zwracać uwagę na absurd całej sytuacji. Ukraińcy oświadczają od dawna że kwestie integralności terytorialnej nie podlegają dyskusji. Więc o czym mają gadać? Europa z USA mają pogonić kacapów za Ural? Czy aby jest to możliwe?
–Putin wychodzi z całkiem interesującą propozycją zatrzymania inwazji na obecnej linii frontu. Tylko że jego wiarygodność jest bliska zeru. Skoro tak deklaruje to czemu tego nie robi? Nie wiadomo co chce w zamian
–Spójrzmy na sprawę realnie. Jeśli uda się Ukraińcom wynegocjować obecną linię frontu jako granicę to będzie i tak ich sukces. Dostaną jakieś tam gwarancje bezpieczeństwa i pewnie ochronę strefy buforowej bez możliwości wstąpienia do NATO. Europa z Jankesami nie ma zamiaru umierać za Krym który jest nie do odzyskania
–Trump wyraźnie traci cierpliwość. Zełenski go wkurzył i nie ma zamiaru już z nim gadać bo nie ma o czym. Jeśli chce odzyskać Krym który tak naprawdę nigdy ukraiński nie był to owszem, niech odzyskuje, ale za swoje hrywny. Europa? Nie żartujmy
–Propaganda pomija bodaj najważniejszy aspekt sprawy. Kto mieszka na anektowanych terenach przez Rosjan i jakie mają zdanie na ten temat? Wedle mojej wiedzy są to tereny poradzieckie zamieszkałe głównie przez Rosjan którzy nie tęsknią za kijowskimi “banderowcami” i nie chcą żyć pod ich butem. Europa jest daleko a matuszka Rosja blisko. Czy nie warto byłoby ich zapytać o zdanie? Warto też się przyjrzeć przyczynom tej wojny i temu co robił pułk Azov
–Reasumując jeśli Ukraińcy nie są zainteresowani negocjacjami na bazie obecnej linii frontu to całe towarzystwo powinno się rozejść. Mogą se pograć w cymbergeja czy w golfa w ramach zacieśniania kontaktów ale nie oszukiwać ludzi i stwarzać pozory rozmów pokojowych
Daleko większe wrażenie zrobił na mnie Requiem for my Friend Preisnera niż Mozarta. Uważam że jest to największe dzieło mistrza Preisnera. Jako że ta śmierć się ociera o mnie ostatnio uciekam do tego. Lampka wina i można oddać się medytacjom. To jest coś niebywałego i cudownego