Oglądałem chwilę Eurowizję. Wygrał jak wiadomo Filipińczyk z Austrii. Trzecie miejsce zabawny Estończyk a Steczkowska 14. Gaja. O co biega w tej piosence? Ciężko jest, ale spróbuję
–Pierwsze pytanie jest takie czy to jest ładna piosenka? Jak dla mnie niekoniecznie. Kompozycja nie wpada w ucho. Jednostajny, agresywny łomot wytworzony przez komputery i zapewne AI. Larum grają, gonią, apokalipsa. Ale o co biega? Marnym pocieszeniem jest to, że większość prezentowanych songów była jeszcze słabsza
–O czym jest tekst? Wokalistka wciela się w grecką boginię Gaję i sfrustrowana wygłasza bliżej niesprecyzowane przesłanie. Gołym okiem widać że ma jakieś pretensje do słuchacza że żyjąc szkodzi matce ziemi. Jak słyszę “Jestem Bogiem” zapala się u mnie czerwona lampka. Ktoś z pozycji Najwyższego grzmi ale nie precyzuje swoich frustracji. Pachnie to jakimś ekologicznym przesłaniem. Jakby ostatni łabędzi śpiew lewactwa. Ty Brutusie niszczysz planetę! Podmiot liryczny twierdzi że ranię serce jej czyli bogini. Latające smoki, jakieś kombinezony bez bielizny, tandetne efekty jak z dziecinnych bajek
–Manifestacja mocy i transcendencji. Wołanie zza granic ludzkiego poznania. Nie wydaje mi się aby ktokolwiek miał prawo wypowiadania się w imieniu Boga albo kogoś STAMTĄD i obsobaczania mnie z racji że żyję. Im bardziej krzykliwe wołanie tym mniej skuteczne. Wcielanie się w kogoś kto jest poza granicami ludzkiego poznania. Wypowiadanie się w imieniu Boga czy bogini. Nie kupuję tego
–Steczkowska dmie w trąby jerychońskie zwiastując koniec świata bo on się wali. Świat tonie i ona wtula się w zaginiony czas. Ja tam chcę jeszcze pożyć i nie wydaje mi się abym ranił swoją bytnością kogokolwiek ani cokolwiek. Oni wszyscy sprawiają wrażenie ofiar efektu motyla. Są zapewne święcie przekonani że trzepot skrzydeł motyla w Ohio może spowodować burzę piaskową w Teksasie a jak Józek zapali w kominku to tornado w Kansas mają jak w banku
-Misja zbawienia ludzkości. Ostatnie pokolenie. Oto mamy zbawicieli z trąbami jerychońskimi a naprzeciw nich stoją niszczyciele matki ziemi którzy ranią serca. I oni muszą teraz leżeć na asfalcie ratując matkę swoją w ten sposób. Oni płaczą na tym asfalcie a wraz z nimi we łzach tonie cały świat. Czas się już zbierać z tego świata albo przynajmniej kłaść się na asfalcie. Każdy dzień pobytu na tym padole to przecież krzywda dla matki ziemi. Co innego ci co latają samolotami choćby do Bazylei ratować planetę. Albo ci w odrzutowcach lecących do Egiptu na Ważny Kongres z cyklu “Planeta płonie”. Trza ją ratować. Amen
Już lepiej byłoby jakby wyszedł jakiś smutny góral i zaśpiewał o kwaśnicy na świńskim ryju jak ten Estończyk na luzie o macchiato. Eurowizja to z założenia konkurs gdzie każdy europejski kraj prezentuje swój folk, coś swojego. Co prezentuje naszego ten kawałek? Ostatnią oazę lewactwa w Eurolandzie?
Wypadałoby przypomnieć że piosenka powinna mieć melodię i prosty, chwytliwy tekst z tak zwanym szlagwortem. Jakiś chórek, solówka. Czas wrócić do korzeni. Jest dno, ale przynajmniej jest się od czego odbić. Uniesienia patriotyczne też wydają mi się tutaj nie na miejscu. Czy nie można tam wyjść i zaśpiewać ładną piosenkę z melodią o miłości? “Wygrałeś wojnę. Zostałam pokonana. Waterloo. Obiecaj że będziesz mnie kochać zawsze. Nie mogę uciec nawet gdybym chciała…”