Czytam na Business Insider wywiad z prezesem Electromobility Poland Tomaszem Kędzierskim. Złożyli wniosek o 4,5 miliarda z KPO i skaczą radośnie jakby po ściernisku w Jaworznie. Tu będzie San Francisco czyli fabryka Izery. Czas smuty się skończył, będzie Izera. Ostatnio nachodzi mnie chęć pytania niczym małe dziecko więc pytam. A co mi tam
–W Polsce jest kilkanaście miejsc gdzie produkowano samochody. Na ogół stoją odłogiem. Nawet elektryczne robili i robią choćby w Mielcu. Czy wychodzenie na ściernisko w takim przypadku i darcie japy że zbudujemy fabrykę jest poważne? Przecież elektryk to takie samo auto tylko jest inny silnik i zamiast baku jest bateria
-Budowali w Polsce auta. Różne Syrenki, Polonezy, Nyski, Żuki. Pytam się co się dzieje na tych halach? Produkowali też wyśmienite wieże do odsłuchu muzyki przy których obecne bomboxy i inne badziewia nie są warte nawet splunięcia. Co się stało z tymi liniami produkcyjnymi i fachowcami którzy to robili? Czy nie lepiej to wszystko odtworzyć i zmodernizować niż wyjść na ściernisko i pitolić o San Francisco?
–Rzeczywiście czasy są takie że zanim cokolwiek wyprodukujesz już jest przestarzałe. A konkurowanie z Chinolami które dopłacają do produkcji tych bądź co bądź drogich wehikułów to ruszanie z motyką na słońce
–Prezes mówi mniej więcej coś takiego: Mamy ściernisko, prawdopodobnie dostaniemy 4,5 miliarda z KPO co starczy ledwie na szkielet fabryki. Nie mamy technologii, ale być może przyjdą Chinole. Stworzymy centrum badań i polską markę. Nie mamy nic, ale to tyle żeby wybudować fabrykę. Jak w “Ziemi obiecanej” Reymonta. Trudno chłopa zbijać z tropu ale oni są na to zbyt cienkie Bolki. Rynek jest zawalony drogimi autami elektrycznymi i nie sposób się na niego wcisnąć z nową marką
– Wpisuję na Googlach “auto elektryczne z Mielca”. Wyskakuje mi takie oto cudo

Trochę ich dofinansować, przerobić na czteroosobowy VAN-ik, zrobić koło tego trochę szumu i jest auto elektryczne. Po co wyważać otwarte drzwi? Elektryk nie jest i długo jeszcze nie będzie głównym autem ani u Schmidta ani u Kowalskiego. To jest i będzie drugie auto żeby żona mogła se pojechać do roboty czy do fryzjera albo bachor do szkoły
Krótko mówiąc odnoszę się sceptycznie do tego biznes planu prezesa Kędzierskiego. Może i dostaną te 4,5 miliarda z KPO co wystarczy na postawienie fundamentów. I co dalej? Te auta nie pójdą jak ciepłe bułeczki chociaż by się chciało. Rynek już jest zawalony nie tylko chińskimi drogimi cackami. Aczkolwiek trzeba im życzyć tradycyjne “Szczęść Boże” i raczej odbudowywać to co zniszczyła targowica a nie inwestować w tak ryzykowne przedsięwzięcia. Państwo nie jest od budowy samochodów