Czytam na jednym z tabloidów wynurzenia upiększacza celebrytów Krzysztofa Gojdzia. Plącze się w zeznaniach bo najpierw mówi że nie jest nastawiony na kupowanie domów, samochodów, mieszkań. Po czym w drugim zdaniu chwali się że w Miami ma dom i kilka mieszkań. W Los Angeles piękny dom na wzgórzu. Twierdzi że w Warszawie drogo. W domyśle że w USA jest tanio. Za stówę kupisz jedynie ciastko z kawą a po chwili gada że tylko w niektórych knajpach jest drożej jak w Stanach. Tam trudniej być szczęśliwym bo każdy patrzy jak cię wykorzystać. Polska przywara? Jak się pojawia kasa to wraz z nią zawiść i trzeba nawet przyjaciela zgnoić
-Nie jestem pewien czy trzeba kogoś gnoić bo nie może przełknąć twojego nowego auta. Wystarczy zerwać kontakty. Trzeba przyznać że istnieje zjawisko że jak odbijesz się od dna, porwiesz na lepsze auto to “przyjaciele” znikają. Nie jest to polska przywara jedynie. Zauważyłem że inni mają jeszcze gorzej
-Akurat przyjaciele wrócili ze Stanów i mam wieści z pierwszej ręki. Dostałem w prezencie figurkę Trumpa bo wiedzą jakie mam poglądy i czym się ucieszę. Stoi obecnie przede mną i trzepie głową na sprężynie. Generalnie Ameryka jest różna i nie da się tego zunifikować
–W NY ludzie są życzliwi. Jak widzą że masz problem łapią migiem i służą pomocą. Nieprzebrane tłumy które jednych cieszą innych męczą. Jest tam drożej i niech nikt nie pitoli że tam jest tanio. Przy transakcji kartą w restauracji musisz określić wysokość napiwku co u nas jest nie do pomyślenia. Brodway jest przereklamowany i nic tam dupy nie urywa. No ale zwiedzić trzeba
-Warszawa jest droga bo ciastko z kawą kosztuje stówę. Ale przecież nie musisz żreć tego ciastka w luksusowej kawiarni. Za te pieniądze kupisz w dyskoncie trzy kilo kawy i jeszcze ci na prince polo zostanie. Ciekawe co za te pieniądze kupisz w NY. Lepiej se zostaw na toaletę
Wszędzie dobrze gdzie nas nie ma. Gdzie indziej byłoby lepiej? Miami, Los Angeles. Wyjeżdżam parę razy w roku tu i ówdzie i się męczę, nudzę. Widok na morze? Ile godzin i dni można się w to gapić? Góry? połazisz i trza wracać bo nudy. Alkohol? Ostatnio mnie nie ciągnie. Abstynencja. Jak za ciepło to się męczę. Za zimno jeszcze gorzej. Jeśli ktoś mnie wytrąci z rytmu dnia jestem wściekły. I choćby mi ktoś zaproponował 200m willę w Beverly Hills nie ruszę się. Mam to w dupie. Wstaję rano, kawa, felietonik, jakaś robota, ranczo, wyjazd tu i ówdzie. Spacer wśród kolorowych “inżynierów”? Dziękuję bardzo. Aczkolwiek Ameryka zmieniła swoje oblicze po wygranej Trumpa. Przestaje być krajem lewackich świrów i jeśli pójdzie to w tym kierunku być może się tam wybiorę. Make America Great Again ale sorry. Nie jestem zainteresowany. Niejeden się już przekonał że American Dream to mit i ściema. Nie mam chęci do zmiany miejsca zamieszkania ani czegokolwiek innego w otoczeniu i na ekranie. Tylko żeby ktoś w końcu odsunął od władzy to nieszczęście które tu rządzi od dwóch lat. To się w pale nie mieści ile zła może wyrządzić dużemu krajowi jeden hochsztapler i oszust