Konia z rzędem temu kto wie o co się kłócą na tej kanapie Hołowni. Oficjalnie o personalia. Przegłosowali uchwałę zakazującą dokonywania zmian personalnych do 21 marca czyli na kilka dni aby uspokoić nastroje. I się zaczęło. Jedna posłanka już odeszła, inne się pakują. Nikt tam nie zgłasza postulatu wyjścia z koalicji chociaż pewnie wielu ma już dość robienia za żyrantów tej bandyterki. Wedle mojej obserwacji dzielą się na trzy grupy:

  1. Bezkrytyczni fani reżimu. Pójdą za nim choćby w ogień bo czują tam piniondz i karierę. Najchętniej by się do niego przypięli niczym przysłowiowy produkt przemiany materii i wrzeszczeli: Płyniemy!!!!!!!!!!!
  2. Bezideowcy którzy politykę traktują jako źródło utrzymania i nie jest istotny szyld. Dostają przekaz dnia co pitolić i jedyne co robią, klepią to w mediach
  3. Ludzie myślący samodzielnie. Budzi się refleksja że szli do wyborów, wstąpili do “Trzeciej drogi” aby przerwać ten cholerny duopol dwóch plemion trzymających się za gardła a tu się okazało że są poplecznikami jednego i to tego gorszego plemienia. Stali się poplecznikami i żyrantami zbrodni na demokracji i ludziach z opozycji. Z przerażeniem patrzą na to co popierają i chcą się wyrwać z tej matni. Tylko że boją się o tym mówić bo natychmiast spotkali by się z hejtem

Jeszcze parę uwag:

Ucieczka z tonącego okrętu? Ucieczka przed odpowiedzialnością polityczną i karną za wspieranie tych antydemokratycznych i antyludzkich orgii? A może ucieczka przed własnym sumieniem które jak śpiewał Kukiz prześpi się w noc i już będzie dobrze? Wszak wódz brał czynny udział w gwałceniu porządku demokratycznego w kraju

Mamy ciąg kuriozalnych zdarzeń: TVN-owski komik doznaje olśnienia i idzie do polityki. Nawet mu to wychodzi bo twarz jest znana a jak wiadomo lud jak kogoś zna to na niego głosuje pomimo że błazen i kabotyn. Skupia wokół siebie sporo zwolenników liczących na jakieś frukty. W połowie kadencji zostawia ich wszystkich dwóm zwaśnionym kobietom walczącym o schedę i im mówi: Radźcie sobie. On idzie do ONZ. Kiedy to nikt go nie chce oświadcza że chce kandydować na szefa kiedy to już jest po wyborach

To już jest koniec? Szczury uciekają tylko nie ma dokąd? Na reżimowych listach miejsc nie znajdą, PSL też walczy o byt. Czas poszukać uczciwej pracy? Mamy problem bo jak ktoś nie przepracował w swoim życiu jednego dnia uczciwie to na starość się chwyci roboty?

Realnie to jest walka o to kto wyprowadzi sztandar. Tam nie ma co się doszukiwać cienia uczciwości czy szans na zakończenie tego czarnego snu polskiej demokracji. To są poplecznicy zła i na tym można temat zakończyć. To są po prostu odrzuty z PO i Nowoczesnej wraz z ich byłym szefem

Brak demokracji i pluralizmu. Partia to zlepek ludzi o zbliżonych poglądach bazujących na programie który jest ich zwornikiem. Pluralizm poglądów ma swoje granice. Rozbieżności tam są nie do pogodzenia i czas się zweryfikować tylko że nie jest określona jasno i wyraźnie oś sporu. Oni tak naprawdę nie określają bądź nawet nie wiedzą o co idzie na noże. Spór o stołki. Tak to wygląda z zewnątrz

Straszenie odejściem. Odchodzić trzeba mieć dokąd. Odchodzenie do KO w obecnej sytuacji przypomina casus Czarzastego który w 1983 roku przystąpił do PZPR. Są trzy drogi: KO, tworzenie nowej partii albo ratowanie kraju poprzez układy z pisiorami i obalenie reżimu. Czy ich na to stać? Wątpię. Pójdą na żebry do satrapy o miejsca biorące na listach. Amen

Słońce wyszło po mroźnej nocy. Na koniec więc piękny wiersz Asnyka zaśpiewany i zagrany przez AI. I tak sobie myślę że człowiek już nawet nie potrafi zaśpiewać jak to monstrum. Przyznajmy że to wszystko piękne jest

Miłość jak słońce: ogrzewa świat cały
I swoim blaskiem ożywia różanym,
W głębiach przepaści, w rozpadlinach skały
Dozwala kwiatom rozkwitnąć wionianym
I wyprowadza z martwych głazów łona
Coraz to nowe na przyszłość nasiona.

Miłość jak słońce: barwy uroczemi
Wszystko dokoła cudownie powleka;
Żywe piękności wydobywa z ziemi,
Z serca natury i z serca człowieka
I szary, mglisty widnokrąg istnienia
W przędzę z purpury i złota zamienia.

Miłość jak słońce: wywołuje burze,
Które grom niosą w ciemnościach spowity,
I tęczę pieśni wiesza na łez chmurze,
Gdy rozpłakana wzlatuje w błękity,
I znów z obłoków wyziera pogodnie,
Gdy burza we łzach zgasi swe pochodnie,

Miłość jak słońce: choć zajdzie w pomroce,
Jeszcze z blaskami srebrnego miesiąca
Powraca smutne rozpromieniać noce
I przez ciemność przedziera się drżąca,
Pełna tęsknoty cichej i żałoby,
By wieńczyć śpiące ruiny i groby

By gucio

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *