Na portalu “businessinsider” jest ciekawy tekst o wiatrakach. Gość pojechał pod Kołobrzeg zwiedzić wiatraki Taurona. Wyjechał na jeden z nich i mówi o fantastycznych widokach na morze, na sąsiednie kolubryny, o zaawansowanej technologii. Wartość turystyczna jest spora choć nie wiem czy bym wszedł do windy gdzie z trudem się mieszczą dwie osoby. Kiedyś mnie wysłali na rezonans magnetyczny i powiedziałem im że ja do tej trumny nie wejdę. Gość mówi że są tacy co nie życzą sobie tego w pobliżu swoich domów. Zaplute karły reakcji? Czy to ma jakąś większą wartość prócz turystycznej? Mam wątpliwości ale nie mówię że nie
Jak wiadomo jestem umiarkowanym zwolennikiem wiatraków ale pod pewnymi warunkami i nie zamierzam robić za malkontenta. Niechże stawiają tylko przynajmniej kilometr od zabudowań i niech nie pitolą że to jest stabilne i ciągłe źródło energii elektrycznej. To może funkcjonować jedynie kiedy to czuwa w pogotowiu jakaś inna elektrownia aby zapewnić ciągłość dostaw energii podczas gdy wiatr nie wieje co jest zjawiskiem nierzadkim. To jest tak jakby pracodawca bardziej cenił sobie hulakę który od czasu do czasu coś zrobi niż solidnego pracownika. Czyli jest to jedynie wspomaganie źródła głównego a nie źródło podstawowe. 10 pytań tak na początek więc do szanownych redaktorów i propagandystów tak zwanej “zielonej energii”
- Ile ta farma kosztowała, kiedy to się zwróci i kto za nią zapłacił?
- Ile ton betonu i stali zużyto żeby to postawić i co to ma wspólnego z ekologią? Czy aby jest to obojętne dla środowiska i krajobrazu?
- Skąd Tauron bierze prąd w razie bezwietrznej pogody i czy inwestuje w to równie gorliwie?
- Co się dzieje z kotłami węglowymi kiedy to wiatr wieje?
- Jaka jest elastyczność tych kotłów i jak one znoszą te ciągłe zmiany warunków pracy?
- Energia elektryczna z wiatraków wypiera tą z elektrowni konwencjonalnych. Co się stanie jak ją wyprze całkowicie? czy aby nie obudzimy się pewnego mroźnego poranka bez prądu w gniazdku bo wiater nie wieje?
- Wielką Nadzieją Białych są elektrownie atomowe. One rzekomo powstaną i wraz z wiatrakami zapewnią nam świetlaną przyszłość. Otóż nawet jeśli one powstaną co jest wysoce wątpliwe to dadzą 6-9 GW mocy. Skąd wziąć pozostałe 20 GW w razie bezwietrznej pogody?
- Nadano priorytet energii z wiatraków. Tam idą wszystkie wysiłki. Faworyzuje się kapryśne źródło a to stabilne lekceważy. Dokąd to wszystko nas prowadzi?
- Czy możemy spać spokojnie jeśli już moc z wiatraków pokryje zapotrzebowanie krajowe?
- Czy ten co tym wszystkim zawiaduje nie wygląda jak kurczak z obciętą głową goniący po podwórku jak to zabawnie ujął Ziemkiewicz?
Żeby było jasne. Nie jestem wrogiem wiatraków. Powiem więcej. Jestem umiarkowanym zwolennikiem. Ale to jest jakby deser a nie danie główne w miksie energetycznym. Takim prądem można se naładować auto bo akurat wiater wieje. Można se dogrzać chwilowo chałupę. Ale to się nie nadaje do zasilania lodówki czy pompy ciepła. Poważne państwo nie bawi się w takie kwiatki do kożucha. Poważne państwo dba o stabilne źródła mocy. Co najwyżej pozwala wpinać do sieci takie źródła w ograniczonym zakresie i powinno wydać jasny komunikat: Panowie skoro nie potraficie zapewnić konsumentowi stałych dostaw energii to wyp..lać. Sieć już jest przepełniona magikami którzy tam dostarczają kilowaty przez 15 minut i koniec bo chmurka nadeszła. To nie jest zabawa w kotka i myszkę. Tyle. To że elektrownie okiełznały tą dziką i niestabilną energię z OZE póki co postrzegam w kategoriach cudu. Jest OK i powiedzmy sobie to uczciwie. Jeśli ktoś ogrzewa dom pompą ciepła i płaci 10 tysięcy na rok to jest 800 na miesiąc. Cóż. Wygoda kosztuje. Tanio już było jak mawia klasyczka. Ja jestem już gotów na wszystko. Mam wózek i pojadę do lasu po grubsze gałęzie. Jest tego pełno. Chrustu nie polecam bo tym chałupy nie ogrzejesz. Ale dębowymi czy bukowymi klockami już tak
Jeszcze jedno małe arcydzieło Dylana. Niby taki sobie song. Ale jaki tekst, jaka muza, jak opowieść. Już nie mam czasu na tłumaczenie ale przecież są w necie całkiem fajne. Całuski jak zawsze przesyłam