Spore wrażenie zrobił na mnie generał Komornicki u Rymanowskiego który mówił mniej więcej to co ja piszę wprost. Nie mamy kim i czym zwalczać tych nadlatujących dronów. Tygrysek i spółka są w strefie komfortu bo na bieżąco ich informują. I na tym ich rola się kończy. Co najwyżej wypuszczą F-16 i są z siebie dumni. Błaszczak coś tam próbował stworzyć jakiś korpus ochrony pogranicza ale nic z tego nie wyszło. Niby czym zwalczać te drony? Ukraińscy studenci zorganizowali takie mini działka przeciwlotnicze. Na pace jakiegoś starego Jeepa siada snajper i strzela. Mają Pioruny od nas, Javeliny od Amerykanów i walą. Takie patrole muszą być. Bo niby z czego strzelać do tych wabików? Z S-300? z Patriotów? Tygrysek jest zajęty podpinaniem do Konfederacji bo ten cały ZSL nie ma już szans na wejście do Sejmu. Z Mentzenem i Tyszką będą tworzyć Nową Nadzieję. Konfa nigdy nie była poważną siłą polityczną i jak widać już nigdy nie będzie. Chyba że się pozbędą Mentzena i tej zarazy co się podpina niczym przysłowiowe gówno do okrętu i wrzeszczy: Płyniemy!
Generalnie Komornicki mi zaimponował. Walnął pięścią w stół i odesłał tych sztubaków do szkoły. Potem zerknąłem na “Milionerów” i doznałem szoku. Z pozoru inteligentny gość nie ma pojęcia jak wyglądają okładki kultowych albumów Pink Floyd. Łóżka na “A Momentary Lapse of Reason” czy “Animals”? W środku nocy mnie budzą i drę ryja że “Chwilowy brak rozsądku”. Sorrow czyli smutek. Ostatni utwór z tej płyty aczkolwiek “Animals” zrobiła i robi nadal dużo większe wrażenie
Gitarowe intro zostało nagrane w ogromnej hali w Los Angeles i przepuszczone przez wypasiony system dźwiękowy dając głęboki, jaskiniowy dźwięk przeszywający do szpiku kości. Podobno za bardzo stara się przekonać słuchacza o swojej wielkości. Tekst napisał Gilmour i jest inspirowany słynną powieścią Steinbecka “Grona gniewu” która była nagrodzona nagrodą Nobla. Ale to były czasy kiedy to ta nagroda miała prestiż i dostawały ją dzieła wybitne. Rodzina rolników zostaje wysiedlona z Oklahomy z powodu suszy i biedy. Wyruszają do Kaliforni szukać pracy, ziemi, godności i przyszłości. I Gilmour pisze i śpiewa tak:Tłumaczę po swojemu bo te co są zwłaszcza od AI wydają mi się kalekie. Raczej modyfikuję. Złośliwi twierdzą że jest to o kokainie
Słodki zapach wielkiego smutku unosi się nad ziemią.
Kłęby dymu wznoszą się i łączą z ołowianym niebem.
Człowiek marzy o zielonych polach i rzekach
I budzi się rano bez powodu.
Prześladuje go wspomnienie utraconego raju
W młodości czy we śnie? Nie wie. Jest przywiązany na zawsze do świata który odszedł. Jego krew zamarzła i zgęstniała ze strachu.Jego kolana drżały i uginały się w nocy. Jego ręka osłabła w chwili prawdy, jego krok się załamał. Jeden świat, jedna dusza
Czas mija, rzeka płynie. Rozmawia z rzeką o utraconej miłości i poświęceniu. I te ciche odpowiedzi na to wirujące zaproszenie płyną niespokojne do zaolejonego morza
Ponura zapowiedź tego, co ma się wydarzyć. Tej nocy wieje nieustanny wiatr i kurz w oczach, który oślepia wzrok. I cisza, która mówi o wiele głośniej niż słowa o złamanych obietnicach
A więc jedziemy. Do szpiku kości. Ci co tego nie znają nie wiedzą co tracą