Na temat rocznicy 13 grudnia czyli wspomnienia stanu wojennego i powstania najgorszego rządu w dziejach RP kilkadziesiąt lat później pisać mi się nie chce. Uważam że to były najbardziej tragiczne wydarzenia w historii współczesnej najjaśniejszej. To wszystko nosi znamiona zbrodni i trudno się dziwić że nie chce mi się w tym nurzać. Moje podejrzenia które sygnalizowałem już parę lat temu są też takie że mamy do czynienia z problemem medycznym. Dostrzegłem to już parę lat temu ale przecież nie jestem lekarzem. Idą święta i proponuję aby je spędzić z muzyką
Jakoś tak bez echa przechodzi ukazanie się Wish You Were Here (50th Anniversary). Rocznicowy album kultowej płyty Pink Floyd z roku 1975. Nowe, nieznane nagrania. W sumie trzy albumy ze sporą porcją wspomnień, nowych nagrań i nowych i emocji. To już jest na Spotify i można się tym delektować. Więc przy niedzieli parę wstępnych wrażeń i ciekawostek od fana
–Płyta jest hołdem dla szefa ich kapeli Syda Barreta który niedomagał psychicznie. Musiał opuścić zespół ale pozostał inspiracją. Teksty też obnażają cały przemysł muzyczny który dyktuje muzykom warunki i nie pozwala na swobodną twórczość tylko nakazuje się mieścić w narzuconych ramach. Są też wątki poboczne jak kłopoty sercowe Watersa czy narastające konflikty w zespole
–To był okres po ogromnym sukcesie Dark Side of The Moon. Poprzeczka była zawieszona bardzo wysoko. Czy zdołają już nagrać coś równie dobrego? Napięcia narastały i był to ostatni album gdzie tworzyli wspólnie. Po nim Waters stał się niemal despotą
–Barret odwiedził ich w studio podczas nagrywania. Ogolony na łyso, mocno otyły. Nie poznali go. Myśleli że to ktoś z sekty Hare Kryszna. Popłakali się. Był zgorzkniały, krytykował ich. Nikt potem już Barreta nie widział kiedy to po 5 latach ich odwiedził
–To że album jest fenomenem to oczywiste. Cieszą się tym nie tylko ci co stracili kogoś bliskiego. Cieszyć się tymi dźwiękami mogą wszyscy. Niezniszczalny i ponadczasowy. Mieści się na wszystkich listach najlepszych płyt wszechczasów. Na czym polega ów fenomen? Wydaje mi się że stworzyli tu pewien niepowtarzalny klimat. Hipnotyzują niczym muzyka relaksacyjna a kiedy staje się to już monotonne wchodzi gitara która koi dalej. Jest saksofon, wreszcie nostalgiczny wokal. Poezja nie drażniąca patosem, wielkimi słowami tylko proste wspomnienie o człowieku którego podziwiali a spotkało go nieszczęście. Każdy może to dopasować do swojej traumy utraty kogoś bliskiego. Shine on… odnosi się do utraty kogoś bliskiego a jest to moment który każdy chyba przeżył
Świeć, Szalony Diamencie!
Pamiętam, gdy byłeś młody
Błyszczałeś jak Słońce.
Błyszcz dalej Szalony Diamencie!
Teraz spojrzenie twoich oczu
Jest jak czarne dziury na niebie.
Błyszcz dalej Szalony Diamencie!
Zostałeś złapany w krzyżowy ogień
Dzieciństwa i sławy.
Wiejący stalową bryzą
Pędź, by pochwycić śmiechy w oddali
Dalej, Nieznajomy, Legendo,
Męczenniku błyszcz!
Zbyt wcześnie doświadczyłeś tego co niemożliwe*.
Błyszcz dalej Szalony Diamencie.
Lękający się nocnych cieni,
Obnażony w świetle dnia.
Błyszcz dalej Szalony Diamencie.
Nadużyłeś swojej gościnności
Precyzyjnie i bezlitośnie
Zależny od stalowego wiatru.
Dalej, Hedonisto, Proroku
Dalej, Malarzu, Dudziarzu,
Więźniu błyszcz!
Klimat płyty oddaje pewne intro które na płycie się nie znalazło a jest na tym nowym wydawnictwie. Niby proste dźwięki a jest w tym coś magicznego. Wine Glasses