Pan prezydent podjął słuszną w moim pojęciu decyzję o podpisaniu ustawy budżetowej i odesłaniu jej do Trybunał Konstytucyjnego. Są bowiem wątpliwości natury konstytucyjnej. To co się dzieje po tym zdarzeniu świadczy o ciężkiej chorobie polskiej demokracji a raczej chorobie rządzącej ekipy. “Duda szkodzi sobie, Duda przed Trybunał Stanu. Prezydent wpadł we własną pułapkę. A więc wojna, fatalne konsekwencje dla Polski, ręce opadają”. Koniec cytatów. Strach przed sprawdzeniem konstytucyjności. Co to będzie jak TK sprawdzi konstytucyjność ustawy? Być może uzna jej niekonstytucyjność i sprawa się rypnie? Ktoś orzeknie że mamy kolejny bubel prawny i bohaterów prądem? Horda różnych śmiesznych “profesorów” i innych “autorytetów” osądza od czci i wiary polskiego prezydenta że ośmielił się poprosić TK o zbadanie czy ustawa jest zgodna z konstytucją. Podejrzewam że świat niczego takiego jeszcze nie widział i trudno nawet to komentować. Jestem jak wiadomo fanem nowego rozdania, nowych wyborów i to jak najszybciej. I mam jak widać sporo zwolenników także po drugiej stronie barykady. Ale nie o tym. Ostatnio pisałem o autach elektrycznych dość pozytywnie i widzę tekst na e-autokult.pl gdzie piszą że Niemcy żałują zakupów samochodów elektrycznych. Odniosę się
-Mój sprzeciw budzą uogólnienia typu: Polacy są tacy, owacy, w Aa Niemcy nie chcą elektryków. Nie można w ten sposób wrzucać wszystkich do jednego wora
-Entuzjazmu co do elektryków nigdy ne było. Jak do każdej nowości podchodzi się nieufnie. Owszem, był mały boom bo dawali dotacje, prąd był tani a nawet dawali darmowe ładowanie. Nowe auta się nie psuły i nikt się nie przejmował serwisem. Obecnie dotacje się skończyły, prąd podrożał, a auta drogie i nie spełniają na ogół oczekiwań klientów
-Przy cenie 1 kWh ok. 2 złote w Niemczech cena przejazdu 100 km jest praktycznie taka sama jak dieslem. Nie ma tutaj żadnych zysków. Owszem, zyski są jeśli się ładuje z fotowoltaiki ale iluzoryczne bo słońca nie ma
-Realnie elektryk to fajne cacko jest dla kobiety żeby sobie mogła jeździć do fryzjera czy do roboty. Ale nie za 160 tysięcy. Tyle bowiem kosztuje nowy Nissan Leaf. Inne są jeszcze droższe. Jeśli Chinole zawalą rynek swoimi elektrykami to wkrótce na rynku wtórnym pojawią się te wozidła za ludzką cenę. Pożyjemy zobaczymy
-Wszystko jest OK jeśli odbywa się to w warunkach normalnej gry rynkowej ale tak nie jest. Klient idąc do salonu musi mieć wybór. A już widzę w salonach że oferują często jedynie hybrydy i elektryki. Eliminowane są z rynku auta spalinowe. Fabryka silników w Bielsku jest likwidowana. To pachnie zamordyzmem tych brukselskich “zielonych ludzików”
-Punkty ładowania z fotowoltaiki. To ma sens jedynie z magazynem energii i to w czasie kiedy jest słońce. Obecnie słońca nie ma i jest to bezużyteczny złom. Taka stacja z magazynem to wydatek niebotyczny który się nie zwróci chyba nigdy. Dobre byłoby dopięcie do tego jakiegoś wiatraka bo ostatnio wieją spore wiatry. To wszystko można traktować chyba jedynie jako hobby
-Problemy logistyczne. Co auto to inna wtyczka, różne gniazdka o marnej sieci ładowarek nie wspominając. Spory czas ładowania, zasięgi coraz większe niby ale 300 km realnie na ładowaniu tyłka nie urywa. Różne karty płatnicze, różne aplikacje, związanie z dostawcą. Jest bajzel i zamęt
-Podjeżdżam elektrykiem pod jeden z hipermarketów. Widzę ładowarkę GreenWay. Wtyczka chyba pasuje choć nie na pewno. Ostatnio ładowałem gdzieś w Krakowie i nie umiałem jej wyjąć. Pisze że trza mieć aplikację, nie wiadomo jak do tego podejść, jak z płatnością. Idę do środka. Może ktoś poradzi. Nie ma nikogo od tego przybytku, nikt nic nie wie, zarobieni są. Dojechałem więc do garażu na ostatnich watach i odetchnąłem z ulgą. Nigdy więcej
Kończąc stwierdzam że to wszystko się kręci po pisiorach jeszcze siłą rozpędu i oby się kręciło do końca świata. Wyrażam nadzieję że ten czarny sen polskiej demokracji skończy się niebawem. Gary Moore na koniec. Ponoć nie trza znać English żeby zrozumieć tego bluesa