Szczerze mówiąc przemówienie Trumpa w roku 2017 zrobiło na mnie dużo większe wrażenie niż wczorajsze Bidena. Co nie oznacza że Biden wypadł marnie. Był to typowy dla Amerykanów zestaw sloganów wokół kluczowego dla nich słowa Freedom które powtarzają kilkadziesiąt razy. Kiedy to za miedzą dokonywane jest ludobójstwo brzmi to jednak wiarygodnie i wzruszająco. Nie na tyle jednak aby rzucić na glebę zgromadzony tłum. Mam wrażenie że poczuliśmy się po tych słowach bezpieczniejsi i dowartościowani jako naród. Świat dostrzega nasze wysiłki a targowica z brukselską jaczejką która hejtowała nas za wrogi stosunek do emigrantów zwanych uchodźcami została z ręką w nocniku. Wkładają teraz w usta Bidena hasła że on z nimi będzie walczył o demokrację w Polsce. Podobno gadał z nimi 30 sekund. 30 sekund wstydu dla Polski. Kaczyński też sfrustrowany bo nie odgrywa żadnej roli w tym spektaklu a rej wodzi pan prezydent. Może i Biden nic nie powiedział. A niby co miał powiedzieć? Jak wczoraj pisałem rozmowy są poufne bo nie można o pewnych sprawach mówić głośno. Rzeczywiście dziadek Joe gryfny jest. W dodatku po przejściach i budzi sympatię. Powstają ciągle jednak pytania o wiek. Gdzie jest granica kiedy to polityk czy inny celebryta powinien iść na emeryturę? 100 lat? Przypomniały mi się w związku z tym dowcipy:
Przychodzi 60-latek do lekarza: Panie doktorze kiepsko z tymi sprawami damsko-męskimi. A kolega w podobnym wieku mówi że on tak codziennie może. -Proszę otworzyć usta i powiedzieć AAAAAAAAAAAA. -Gardło ma pan w porządku, może pan robić za erotomana gawędziarza
Achim z Bercikiem postanowili iść do Ecika. Na kawę. O jak fajnie żeście przyszli! Napijemy się kawy. Gadają, piją jedną kawę, potem drugą, trzecią. I wychodzą. Już za drzwiami: Zobacz Achim jak ten Ecik się postarzoł. Nawet nom kawy nie zrobił
Wracam do przemówienia Bidena. Byłem pod wrażeniem organizacji i autentycznej sympatii dla gościa. Nie widziałem żadnego kodziarza ani ekoterrorysty czy wściekłej macicy z transparentem. Żaden świr nie wrzeszczał, nie wymachiwał łapami. Jedyny smród który został to po pewnym niemieckim polityku o którym piszę powyżej. Smród ten się jednak szybko rozchodzi bo nikt już nie traktuje gościa poważnie
Kurz po tym zamieszaniu opadnie szybko i wróci koszmarna rzeczywistość. Utarczki z Rosją i Łukaszenką, żebranie o należną kasę z KPO, widmo likwidacji fabryk silników spalinowych, kuriozalne opłaty za zrzut CO2, opowieści o istnieniu opozycji zdolnej do przejęcia władzy. I wybory. Pójdę rzecz jasna ze strachu przed tą obłąkaną targowicą
Generalnie nic nowego, nic się nie dzieje. Trzeba żyć. Dżo lubi Colplay. Każdy ma swoje gusta. Niestety A Sky Full Of Stars mnie na kolana nie rzuca. Nie robi wrażenia te prawie 800 mln. wyświetleń nawet. Jak Ameryka to Willy Nelson. To show Pierwszego Kowboja mogło być bardziej porywające. Nie narzekam, podobało mi się choć dupy nie urwało