Postanowiłem kulturalnie spędzić weekend. Łyknąć trochę kultury i się odchamić. Otóż piątkowy wieczór spędziłem przed tiwi oglądając polsatowski karaoke show pod dziwną nazwą “Twoja Twarz Brzmi Znajomo” a w sobotni poszedłem na koncert. Po kolei więc
-Nastawienie do finału TTBZ miałem pozytywne bo wykonania które tam widziałem na ogół były interesujące. Dbają o szczegóły, poziom wykonawców budził momentami nawet zachwyt
-Niestety czuć było ustawkę. Na żywo to było czy nie? Może część nagrana wcześniej a potem na żywo? Manipulacje były widoczne gołym okiem
-Miszczak wykorzystał okazję żeby się ogrzać w ciepełku sukcesu programu a raczej się pochwalić że tego tak do końca nie rozwalił i nie sp..lił
-Do finału dostali się Ziółko, Tyszkiewicz, Lato i Terrazzino. To że akurat oni się dostali to bym się nie czepiał choć Skrzynecka choćby też była dobra. Natomiast zwycięstwo Filipa Laty budzi już spore kontrowersje. “Jaskółka” Ziółki była wykonaniem wybitnym a Tyszkiewicz też była świetna. Na tym tle Lato z Terrazzino wyglądali jak ubodzy krewni. Gdyby było uczciwe głosowanie, wyglądałoby to inaczej. Ale powtarzam. To są rzeczy niewymierne i nieporównywalne. Wielkiej afery nie ma, ale smród pozostał. Należy przestrzegać jednak przed wylewaniem dziecka z kąpielą. Dobrze że na jesień będzie nowa edycja. Na długie piątkowe jesienne wieczory jakaś tam rozrywka przy drinku będzie. I będzie się nad kim pastwić. Myślę że Ziółko jawi się jako wokalista wybitny tylko że nie ma hiciorów. Byłem kiedyś na jego koncercie bodaj w Rabce i takie wrażenie odniosłem. Nie ma czym porwać publiki pomimo sporych możliwości wokalnych
Trafiłem wczoraj na koncert zespołu o którym ledwie słyszałem. Nazywa się Plateau. Frontmenem jest Michał Szulim z Wołomina. Trójka sympatycznych gości skromnie ale schludnie odzianych śpiewa piosenki Grechuty które żyją wciąż i są odśpiewywane przez publikę bardzo chętnie. Mają też kilka swoich hitów. Gościnnie wystąpił Krzysztof Kiljański który ma pewną charyzmę i stanowi niezły wabik na widza a o nich mało kto słyszał. Za dużo sobie nie pośpiewał, ale bądź co bądź to ne był jego koncert
Dwie gitary akustyczne i wokal. Skromne środki czyli przerost treści nad formą. Poezja śpiewana pod patronatem śp. Marka Jackowskiego który z nimi grywał. “Oprócz błękitnego nieba” zabrzmiało i spowodowało chóralny śpiew całej sali
Mają w sumie dwa hiciory i sporo innych jeszcze songów wartych uwagi jak choćby chwytająca za serce opowieść o miejskiej samotności “Miasto kulawych serc”. Wszystko co najlepsze jest jednak poza tą współczesną przestrzenią medialną i żyje swoim życiem poza nią. Zanućmy więc wraz z Michałem refren ich największego hiciora:
Do mnie mów, mów, ogłusz mnie słowami
Wierszem, który znam na pamięć
Mów, mów w Ciebie zasłuchany
Już nie zasnę dziś
Do mnie mów, mów, ogłusz mnie słowami
Wierszem, który znam na pamięć
Mów do mnie dziś, zanim skończy się
Niebezpiecznie piękny świt…
Ciekawe spostrzeżenie mam takie że na żywo brzmi jeszcze lepiej ich drugi, jakby mniej popularny hicior “Poranna kawa”. Tytuł bierze się stąd że podobno ich najstarszy członek pija rankiem kawę z cytryną. Ja piję z cynamonem ale spróbuję jutro z cytryną. I na koniec na bis szlagwort z tej uroczej piosenki. I całuski kulturalne przesyłam w tych jednak nie do końca paskudnych czasach
Znów zaparzę kawę rano
Resztki snu zjem na śniadanie
Czysta karta dnia
W niej zapiszę to zapiszę to co chcę