Jak wiadomo jestem fanem fotowoltaiki. Chodzi to u mnie już 5 lat i jestem pisiorom wdzięczny że dali na to zielone światło. Promienie słoneczne są na moim dachu są zamieniane na prąd który tankuje mi auto a także ogrzewa chałupę. Chodzi mi po głowie magazyn energii aby być już całkowicie samowystarczalnym ale fachowcy mi odradzają. Jest dobrze jak jest, a jak wiadomo lepsze jest wrogiem dobrego. Myślę też o takim wiatraczku na kominie ale to też niewielki zysk z tego będzie. Wiatr pojawia się zbyt rzadko a moc niewielka. Popiszę jednak o wielkiej energetyce i jak to rządzące lewactwo zostało z ręką w nocniku

-Mamy stabilne źródła energii elektrycznej w postaci elektrowni węglowych. Robiony jest na nie zamach podczas gdy nie ma widoków na alternatywy. Należy to nazwać po imieniu. To jest sabotaż

-Elektrownie atomowe prawdopodobnie pójdą się czochrać ponieważ Niemcom one tu nie pasują. Ponadto są koszmarnie drogie a piniyndzy ni ma

-Wiatraki na morzu. Od kilku lat się przymierzają. Zorientowali się dopiero teraz że to jest koszmarnie drogie i się nie zwróci. Pole magnetyczne wytwarzane przez kable pod wodą negatywnie wpływa na larwy a hałas turbin jest na częstotliwościach na których porozumiewają się ryby. Takie to dyskusje się toczą. A tak na chłopski rozum. Weź postaw taką kolubrynę na morzu jak jest 100 m głębokości. Można zakotwiczyć tak żeby 12 w skali Beauforta tego nie powaliło ani sól morska tego nie zeżarła? Owszem, Można. Tylko ile to kosztuje i jak długo postoi? Jak to serwisować? Można już na podstawie duńskich doświadczeń powiedzieć jasno. To nie jest inwestycja opłacalna. Wiatr tam wcale nie wieje cały czas. A jak już wieje to za słabo albo za mocno

-Wiatraki na lądzie. Owszem, ale tam gdzie wieje czyli nad morzem. Jadąc nad morze widać las tych kolubryn. Trudno przeciw temu protestować, opowiadać o zaburzaniu rytmu wiatrów czy hekatombie ptaków. Ptak ma oczy i widzi przeszkodę. A jak nie widzi to znaczy że jest ślepy. Tak, ale z dala od zabudowań. Przynajmniej kilometr. Jest już z tego 9,5 kW w sieci. Przy czym jest to energia dzika i niestabilna. To ma sens jedynie wtedy kiedy to są magazyny energii albo inne stabilne źródła potrafiące wytwarzać energię elektryczną kiedy to wiatr nie wieje. Taki deser do dania głównego którym są stabilne elektrownie

-Biomasa. Czyli drewno, pellet, słoma. Mówiąc delikatnie to są produkty niskokaloryczne. Ile tej słomy trzeba spalić żeby ogrzać dom czy wytworzyć kilowat prądu w elektrowni? Owszem, coś tam z tego jest. Tylko że jedna łopata węgla to tyle co fura słomy czy 10 klocków drewna. Szału ni ma a smrodu mnóstwo

-Fotowoltaika z magazynem energii w skali mikro czyli gospodarstwo domowe to fajna rzecz. Ale w skali makro nie sposób magazynować takiej ilości energii. Poza tym drogie i jedynie na góra 20 lat

-Fuzja jądrowa czyli przemiana wodoru w hel mówiąc najprościej. Tak jak się to dzieje na Słońcu. W roku 2035 ma działać agregat. Sądzę że to jest przyszłość energetyki. Mamy stabilny system i możemy do tego czasu spokojnie poczekać

Tyle. Jest czas Wszystkich Świętych i coś na ten czas. Coś co zrobiło na mnie ogromne wrażenie

By gucio

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *