Czasy są takie że temat przykładowo referendum żyje ledwie kilka godzin. Podobnie jak Zondacrypto czy cokolwiek innego. Odnoszenie się do tego na drugi dzień świadczy że nie nadążasz za światem i robisz za epigona. Nic to, odniosę się. Pytanie referendalne brzmi tak:
Czy jest Pan/Pani za realizacją unijnej polityki klimatycznej, która doprowadziła do wzrostu kosztów życia obywateli, cen energii i prowadzenia działalności gospodarczej i rolniczej?”
-Wszyscy od Pierwszego Obywatela po ostatniego czyli mnie wiedzą że żadnego referendum oczywiście nie będzie i jest to jedynie gra między dwoma ośrodkami władzy. Reżim nie dopuści aby lud się wypowiedział bo taka jest natura reżimów i ich sympatyków. Tym bardziej że ostrze krytyki zawarte w tym pytaniu jest skierowane przeciwko nim bo oni realizują tą szaleńczą politykę i Brukseli która ich tu przysłała
–Najczęściej podawany powód jest taki że jest to krok do Polexitu. O takie rzeczy nie wolno pytać bo jest zagrożenie że lud wypowie się nie po ich myśli a ONI jak wiadomo wiedzą lepiej. Wygląda to tak, jakby odbierali społeczeństwu podmiotowość
–Pytanie jest sformułowane mniej więcej tak: Czy chcesz mieć koszty życia, energii wysokie czy niskie? Czy chcesz aby ta cholerna UE się od nas odczepiła z tą oszalałą polityką klimatyczną? Bez sensu? Nie do końca. Powoduje refleksję na temat naszej suwerenności nie tylko energetycznej. Nie tak się umawialiśmy przy wstępowaniu. Mamy do czynienia z łajdackim przejmowaniem insygniów władzy przez uzurpatorów kiedy to prawo krajowe przestaje obowiązywać bo ważniejszy jest kaprys brukselskiego urzędnika. Nieważne że w Konstytucji jest napisane że małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny. Jak jakaś brukselska gnida zażyczy sobie akceptacji małżeństwa człowieka z psem to psim obowiązkiem władz krajowych jest to klepnąć. Mają w poważaniu ustawodawstwo krajowe
-W razie gdyby to referendum doszło do skutku oczywiście pójdę i zagłosuję przeciw obecnej polityce klimatycznej. Jest ona oparta na wątpliwych teoriach i stanowi zagrożenie dla naszego bytu o czym piszę od lat. Niech oni se stawiają te wiatraki ale z dala od zabudowań. Ba. Nawet jestem fanem fotowoltaiki i aut elektrycznych. Tylko że to nie stanowi alternatywy dla elektrowni konwencjonalnych czego ta banda nieuków nie widzi. To może stanowić jedynie uzupełnienie dla systemu opartego na elektrowniach konwencjonalnych. Chcą likwidować elektrownie? Proszę bardzo. Ale najpierw niech wskażą skąd wziąć tanie i stabilne kilowaty przy braku wiatru, słońca i siarczystych mrozach przez kilka miesięcy
–Jak widać jestem dość radykalny w tych swoich poglądach. Nawet nie dlatego że drożyzna bo póki co nie jest dramatycznie. To jest sprawa poważniejsza. My za chwilę jak pozamykają te wszystkie kopalnie i elektrownie nie będziemy mieli prądu wcale albo od czasu do czasu jak zawieje wiatr
–Walkę z CO2 postrzegam jako absurd. Owszem, można a nawet trzeba walczyć ze smogiem i innymi truciznami wydalanymi do atmosfery przez człowieka. Ale CO2? To gaz niezbędny do życia i fotosyntezy którego wcale nie ma w nadmiarze. Gromadzi się przy gruncie bo jest cięższy od powietrza. Na bazie religii klimatycznej niszczą podstawy naszej cywilizacji która doprowadziła nas do względnego dobrobytu
Widzę na ju tube u jednego gościa ranking płyt Pink Floyd. Z gustami się nie dyskutuje aczkolwiek umieszczenie na 1 miejscu koncertową “Ummagummę cz.1” to wyjątkowa oryginalność. Tym niemniej szacunek budzi znajomość zwłaszcza tych mniej znanych płyt. Jednak ciężko znoszę krytykę moich idoli. Ja tam nie muszę się silić na oryginalność czy cokolwiek innego dla zasięgów. Oto moja “10” pozbawiona walorów oryginalności jak sądzę
- Wish You Were Here. Spokojny, nastrojowy krążek który robi nawet po latach ogromne wrażenie. Bez słabych punktów. Pewnie i za sto lat będzie odsłuchiwany jako klasyka
- Animals. Solówki Gilmoura zwłaszcza w “Dogs” jakby wykraczają poza skalę
- Dark Side of The Moon. Klasyka. Time, Money, The Great Gig in the Sky. Nie wymaga rekomendacji
- Meddle. Suita “Echoes”. Arcydzieło
- The Wall. Comfortably Numb, Another Brick…, Hey You.
- Atom Heart Mother. Suita z orkiestrą symfoniczną którą się słucha i koi skołatane nerwy
- Division Bell. High Hopes, Marooned, Cluster One. Bez Watersa, ale kawał znakomitej muzy
- Momentary lapse of Reason. Sorrow. Imponujące intro Gilmoura, znakomity tekst
- Pink Floyd at Pompeii. Reedycja z 2 maja 2025. Koncert w Pompejach. Niekończące się “Echa”. Powrót do tych niezapomnianych wrażeń
- The Endless River. Ostatnia płyta z roku 2014 bez Watersa i zmarłego w 2008 roku Ricka Wrighta. Zrobiona z tego co tam zostało po Wrighcie. Popis Gilmoura jak za starych dobrych czasów albo jeszcze bardziej dojrzały. Jako całość może i nie rzuca na kolana w zestawieniu z poprzednimi arcydziełami, ale przyznajmy że to pozwala zapomnieć o problemach tego świata