Kontynuuję moją relację z koncertu The Echoes Project. Kiedy to przebrzmiała ostatnia nutka z The Dark Side Of The Moon jeden z muzyków krótko zapowiedział Wish You Were Here. Płytę z roku 1975 kiedy to Floydzi byli przytłoczeni sukcesem Dark Side… i tą wysoko postawioną poprzeczką. Czy podołali? Zdecydowanie tak. Płyta nie jest gorsza od poprzedniczki. Niektórzy twierdzą że nawet lepsza. Jest ona poświęcona ich założycielowi Sydowi Barretowi i problemom show biznesu
Shine on You Crazy Diamond
Utwór nie mieścił się na jednej stronie winylu więc podzielono go na dwie (a tak naprawdę na 9) części które umieścili na początku i na końcu płyty. Jakby klamra spinająca krążek. “Sięgnąłeś po sekret zbyt szybko. Wyłeś do księżyca. Świeć, zwariowany diamencie! Zagrożony przez cienie nocą, obnażony w świetle dnia. Świeć, zwariowany diamencie! No cóż, nadużyłeś gościnności z dość losową precyzją Ujeżdżałeś stalową bryzę. No chodź Ty hulako, wieszczu z wizją. No chodź malarzu, grajku, więźniu i zaświeć!” Podobno Barret przyszedł do studia jak to nagrywwali po dwóch latach i go nie poznali. Na koniec ich skrytykował. W sumie choroba psychiczna to jest chyba coś najgorszego co może spotkać człowieka. Utwór ten robi nadal ogromne wrażenie bogactwem muzycznych pomysłów, dźwięków i swoim bluesowym charakterem
Welcome To Machine
Mamy młodego, ambitnego gitarzystę i realia show biznesu. Chodzi o Barreta jako przykład. Gratkę w rękach menedżera który widzi go w swoich planach. Którego trzeba przepuścić przez tryby bezdusznej maszyny i na niej zarobić. “Witaj synu. Witaj w machinie. Gdzie żeś to bywał? W porządku, wiemy gdzie byłeś. Czekałeś w kolejce, zabijałeś czas. Dostałeś zabawki i „Harcerstwo dla chłopców”. Wziąłeś gitarę żeby odegrać się na matce. I nigdy nie lubiłeś szkoły. Wiesz że nikt Cię w konia nie zrobi więc witaj w machinie…“
Have a Cigar
Kontynuacja krytyki branży muzycznej. Cyniczny biznesmen proponuje zażyłość aby zarobić na nim. Nikt z zespołu nie dał rady wyciągnąć tych trudnych dźwięków więc poprosili Roya Harpera. “Pozwól młodzieńcze że poczęstuję cię cygarem. Zajdziesz daleko, dolecisz wysoko. Nigdy nie umrzesz. Uda Ci się jeśli spróbujesz. Pokochają Cię. Zawsze miałem ogromny szacuneczek. I mówię najprawdziwszą prawdę. Zespół jest po prostu rewelacyjny”
Wish You Were Here
Kwestia wyboru. Czy dokonujemy właściwych wyborów? Czy nie sprzeniewierzamy się młodzieńczym ideałom? Spierają się fani czy to się tyczy Barreta (chcę abyś tu był) i na bank o to chodzi. Inni odczuwają potrzebę więzi w rozlatującym się zespole. Walka o główną rolę w klatce. Jeszcze inni mówią coś o uleganiu komercji, zatracaniu samych siebie. “Tak bardzo bym chciał, tak bardzo bym chciał żebyś tu był. Jesteśmy tylko zagubionymi duszami płynącymi w akwarium w kształcie kuli rok po roku biegnąc po tej samej starej ziemi. I co znaleźliśmy? Nasze dawne lęki. Chciałbym żebyś tu był”
I na bis Echoes
Rok 1971. Rick Wright mówił że to punkt kulminacyjny, jeden z najlepszych utworów. Waters i Gilmour że to przedsmak tego co miało nadejść, a Mason że trochę długie. I chyba wszyscy mają rację. Należy tą suitę uznać za jedno z najpiękniejszych dzieł. Choć są tacy i jest ich niemało którzy uważają że jest za krótka. Składa się jakby z trzech części. Pierwsza z wokalem i wisienką na torcie czyli bajecznym solo Gilmoura od 5.25s. Druga czyli odgłosy wszechświata, jakiś chaos z którego wyłaniają się organy Ricka i one narastają. Rozpoczynają zapierającą dech w piersiach końcówkę. Określiłbym to jako tęsknotę za drugim człowiekiem “Wysoko nad głowami albatros zawisł w powietrzu bez ruchu. A głęboko poniżej bijących fal w labiryncie koralowych jaskiń echo odległego przypływu leci pośród piasków. I wszystko staje się zielone i podwodne… Nikt mi nie śpiewa kołysanek, nikt nie zamyka mi oczu. Więc otwieram okno na oścież i wzywam Cię z drugiego końca nieba…”